14 lutego na Bałkanach to święto wina, w Polsce to Dzień Chorego na Padaczkę a na całym świecie w tym dniu ludzie mówią sobie: kocham Cię, I love you, Ich liebe dich, Je t'aime, eu te amo, ti amo, mi amas vin. Tak 14 lutego to święto zakochanych czyli Walentynki. I choć jest już dzień po to chciałam się podzielić swoją refleksją.
Generalnie rzecz biorąc w walentynki świat dzieli się na dwa obozy: tych którzy walentynki uwielbiają i tych, którzy podchodzą do tego święta z rezerwą żeby nie powiedzieć z pogardą. Do tej pory czyli w czasie kiedy mogłam się jeszcze nazwać nastolatką, walentynki były dla mnie świętem na pokaz. W mojej ocenie nie pomagał fakt, że w tym dniu zawsze byłam sama, ale ten cały blichtr tego dnia sprawiał, że wydawało mi się, że dzień ten jest dniem "pokazywania wszystkim jaka z nas udana para i jak to my się kochamy". Oczywiście, święto to jest komercją, kolejną próbą wciśnięcia nam kolejnych skarpetek z serduszkami, których nie potrzebujemy czy długopisu z napisem "po wsze dni będziemy razem dziubasku", który zgubimy szybciej niż zdążą się wypalić świece zapalone do romantycznej kolacji. Ale wczorajszy dzień sprawił, że diametralnie zmieniłam zdania na temat tego święta.
Gdy wczoraj jedna z moich koleżanek na zajęciach zaproponowała abyśmy poszły do klubu pomyślałam sobie: "taa pójdziemy do jakiegoś różowiutkiego klubu, gdzie będą sami napaleni goście i laski, których spódnica kończy się dokładnie w tym samym miejscu, gdzie moja bluzka". Ale gdy inna koleżanka zaproponowała, abyśmy poszły do jakiegoś baru na piwo od razu pomyślałam, czemu nie. W końcu na romantyczne kolacje nikt nie wybiera się do studenckiego baru. I tym samym gdy wybiła 21 siedziałyśmy już przy piwku i dumałyśmy nad egzystencją ..... żart! Bawiłyśmy się świetnie, śmiejąc się, żartując i dyskutując na wspólne tematy. Gdy z bólem brzucha ze śmiechu wróciłam do pokoju, zdałam sobie sprawę, że tak walentynki to ja mogę obchodzić co roku!
Bo tak na prawdę w moim odczuciu w tym święcie nie chodzi o to by dostać tryliard róż i tonę czekoladek tylko o to by spędzić ten czas z bliskimi nam osobami. Ubolewam strasznie, że wywiało mnie tak daleko w Polskę i że nie mogłam spędzić tego dnia z moimi serdecznymi przyjaciółkami z liceum czy z dzieciństwa bo z nimi i z moją obecną "paczką" zabawa byłaby jeszcze lepsza! Kładąc się spać w nocy chwilę dumałam i wydumałam jedno: święto to powinno nazywać się "Świętem bliskich mi osób" bo "Święto zakochanych" trochę ogranicza jego funkcję. Ja od tej pory oświadczam uroczyście, że obojętnie, czy z przyjaciółmi, czy z winem, czy z drugą połówką pragnę spędzić ten czas w radosnej atmosferze i już nigdy nie powiem złego słowa temat tego świata. Bo skoro i tak to święto istnieje to nie warto z nim walczyć tylko spędzić go w sposób, który nam najbardziej odpowiada.
| źródło: grafika Google |
Ze słodkimi buziakami na ustach mówię Wam
słodko- kwaśne PA
Limonka :)
No, no :D blog się rozkręca:)
OdpowiedzUsuńMega trafny post, ale i tak ja świetuję Waledrinki :D