czwartek, 26 grudnia 2013

Podsumujmy !

Święta się już kończą, zaczynamy się szykować do zabawy Sylwestrowej. Czas więc najwyższy podsumować 2013 rok.


Nie mam w zwyczaju podsumowywać rzeczy złych. Jednak uważam, że gdy sobie przypominamy o tym co nam nie wyszło motywuje nas to do działania, aby w przyszłym roku nie było owych pozycji na liście. Aby lista moich doświadczeń nie była zbyt długa postanowiłam wybrać po 5 pozycji :)

Zaczynamy !

5 rzeczy, które nie mi nie wyszły w 2013 roku!

1. Nauka języka angielskiego. Fakt, zapisałam się na kurs, ale to było dopiero w październiku. Do tego czasu poziom mojego angielskiego gwałtownie się obniżał aż osiągnął poziom krytycznie denny. Pretensje mogę mieć tylko do siebie. Zamiast oglądać seriale, mogłam robić ćwiczenia z angielskiego. Oczywiście można powiedzieć, że poprzez oglądnie seriali uczymy się języka. Ale to nie do końca jest tak, bo bez gramatyki też daleko nie zajdziemy

2. Kontakt ze znajomymi. Dzielą nas setki kilometrów, ale nie usprawiedliwia mnie to aby z kimś rozmawiać raz na miesiąc ! Nie ma co szukać sobie wymówek, jest Skype, Hangout, Facebook. Możliwości jest wiele. A zwalanie wszystkiego na brak czasu jest hipokryzją, bo marnuję codziennie sporo czasu na takie bzdury, że głowa mała.

3. Zaniedbałam czytanie książek. Nawet nie chce pisać jak mało książek przeczytałam w ostatnim roku, bo to po prostu wstyd ! W czasach liceum czytałam około 3 książek miesięcznie a teraz nawet nie jestem zapisana do biblioteki w Lublinie. Obowiązkowo trzeba to zmienić !

4. Kontrola wydatków. Wydaję, za dużo pieniędzy! Tu nawet nie chodzi o to, że kupuję rzeczy, których nie używam i zalegają gdzieś na półkach. Tu chodzi o życiowy minimalizm. Czas "przykręcić śrubę".

5. Nauka. To prawda nie mogę narzekać na niekończące się poprawki. Ale uważam, że mogłabym mieć wyższą średnią i bardziej się przykładać do niektórych przedmiotów. Nie mam ambicji na średnią 5.0 bo wiem, że przy mojej ilości zajęć dodatkowych jest to niemożliwe ale mimo wszystko chciałabym poprawić moje osiągnięcia na uczelni !


5 rzeczy, które mogę zapisać na plus w 2013 roku!


1. Zdanie I roku studiów. Cieszyłam się jak dziecko, gdy okazało się, że sesję letnią zdałam w pierwszych terminach. Podniosło to moje morale bo przez cały rok czułam się jak słoń w składzie porcelany bo dla mnie każdy przedmiot biologiczny czy chemiczny był niesamowitym wyzwaniem po klasie matematyczno-fizycznej.


2. Wznowienie blogowania. Zapomniałam, jak bardzo lubię blogować. Bardzo się, cieszę, że prowadzę dwa blogi. Choć czasem mam problem z regularnym pisaniem to ciągle nad tym pracuję. Mam nadzieję, że 2014 rok będzie pod względem blogowania szczególnie produktywny.

3. Wyjazd do Tunezji. Wyjazd do kraju arabskiego marzył mi się od dawna. Choć Tunezja jest jednym z najbardziej zeuropeizowanych krajów arabskich to i tak miałam okazję choć trochę poznać ich kulturę. Wolałabym podróżować na własną rękę ale europejką a szczególnie blondynką przysparza to sporo problemów ;). Zdaję sobie sprawę, że w 2014 roku nie będę raczej miała okazji do podróżowania ale marzyłaby mi się Turcja...

4. Poukładanie sobie życie towarzyskiego. Ja wiem, że to trochę głupio brzmi. Mimo wszystko ważne dla mnie było aby w końcu, tak dobrać sobie znajomych  by nie tworzyć "toksycznych" znajomości. Nauczyłam się, że dobry przyjaciel to ten, który potrafi brać ale jeszcze więcej dać!

5. Zapisanie się na kurs angielskiego. Taki trochę paradoks nastąpił. Ale sam fakt, że zapisałam się na angielski i że się na niego regularnie uczę to dla mnie ogromne osiągnięcie i mam nadzieję, że w 2014 roku będę mogła poświęcić jeszcze więcej czasu na naukę języków ( chciałabym wrócić do nauki niemieckiego)

A co ciekawego zdarzyło się w 2013 roku ? Jakieś sukcesy? Porażki ?

Pozdrawiam
Monika ;)


wtorek, 24 grudnia 2013

Świąteczny czar

Łatwo by było napisać, jak to przygotowania do świąt są męczące i że same święta szybko mijają. Jednak ja chcę napisać jak bardzo Święta lubię. Pomimo tego, że szybko mijają to zaczynam doceniać ten Święty Spokój i chwilę nic nie robienia. 

źródło: tumblr

Mogę pobyć z rodziną i znajomymi, nacieszyć się czasem wolnym (choćby po Świętach było zaliczeni to ja nauki się nie dotykam ! :D ). Uwielbiam atmosferę Świąt, kolędy, prezenty ;), pełny brzusio ;)).

Dlatego z okazji Świąt życzę Wam wszystkiego co najlepsze ! Zdrowia, spokoju i żeby w cycki poszło ! ;)

A po światach wracam do blogowania już pełna parą bo tak być nie może jak w ostatnim czasie !

Pozdrawiam
Monika ;)


piątek, 6 grudnia 2013

Za bardzo, za mocno, za długo....

Człowiek ma tendencję, do ciągłego poprawiania rzeczy już istniejących. Z jeden strony to dobrze bo Hipsterzy mogą się cieszyć nowym Iphonem z drugiej strony jednak nasza natura poprawiacza sprawia, ze rujnujemy rzeczy na których najbardziej nam zależy.


Pamiętam jak będąc z podstawówce miałam zamiłowanie do klejów brokatowych. Gdy zbliżał się ten czas w roku, kiedy to choinki zaczynały zdobić nasze domy ja zdobiłam kartki na święta. Dodawałam to tu to tam i po chwili KLOPS ! Przedobrzyłam !

To domena ludzi. Lubimy poprawiać. Generalnie nazywa się to postępem ale w pewnych kwestiach jest robieniem kroku do tyłu lub staniem w miejscu. Ostatnio usłyszałam, że dla wielu kobiet zbyt duże zaangażowanie w związek może stać się swego rodzaju "cofaniem". Dlaczego ? Ponieważ, zdarza się nie tak rzadko, że kobieta pragnie związku idealnego. Chce wszystko poprawiać i planować. Partner ma się ubrać tak, zachowywać tak, przytulać tak i mówić "kocham Cię" w ośmiu językach. Ja natomiast da niego zacznę oglądać mecze naszej ekstraklasy, chodzić do baru, ubierać się jak seksowna kocica i rzucać nazwiskami piłkarzy Realu Madryt jak markami firm kosmetycznych. Hipotetyczna kobieta wciąż próbuje coś udoskonalać w efekcie wychodzi na władczą i chcącą kontrolować wszystko. On zabiera manatki a ona zostaje z niczym. Przedobrzyła !

Ostatnio gdzieś wyłapałam, że kobiety kochają zbyt mocno i to je wypala. Moim zdaniem to nie miłość wypala, to związek! Czujemy ciągłą potrzebę walki o niego, poprawiania relacji i partnera. Za dużą uwagę zwracamy na otoczki a nie na człowieka. To jest problem.

Podobnych przykładów można by przytaczać na pęczki (nie tylko ze sfery uczuciowej ale także z rodzinnej czy zawodowej) ale nie w tym rzecz. Ważne jest dlaczego to robimy. Ewolucja jedno ale nasz zagmatwany mózg to drugie. Gdzieś tam z tyłu głowy wielu z nas siedzi głos mówiący "warto by to było poprawić". Długo się nie zastanawiając bierzemy swoje kleje z brokatem i zaczynamy doklejać. Warto ? Czasem tak ale trzeba pamiętać, że to poprawianie ma druga stronę, tez ludzką, też zaangażowaną. Nie można samemu decydować co i jak poprawiać. I znowu wrócę do związków. Czyż nie łatwiej jest porozmawiać o oczekiwaniach i wspólnie dojść do konsensusu ? Łatwiej. A dlaczego tak rzadko z tego korzystamy zastępują rozmowę planem zmian na najbliższe półwiecze ? Bo lubimy mieć nad wszystkim kontrolę. Tylko nie zawsze nasza kontrola spodoba się komuś innemu. Inną kwestią jest, że co za dużo to nie zdrowo. Nie ma ideałów. Nie ma ludzi, którzy jednocześnie śpiewają, graja, jeżdżą na nartach, znają 5 języków, są biznesmenami, są filantropami i mają czarne interesy z mafią. Po co tworzyć coś co w prawdziwym życiu nie przetrwa bo po prostu nie ma racji bytu. Czy warto wprowadzać zmiany ? Tak! Ale trzeba wiedzieć gdzie jest granica rozsądku lub zapytać druga połówkę o jej zdanie.

Pozdrawiam
Monika 

środa, 4 grudnia 2013

Podróż w czasie

Gdybym mogła cofnąć czas o 5 lat...



No własnie, tak często lubimy gdybać o tym co byś my zrobili gdyby... Jak wyglądało by nasze życie gdyby... Czego bym nie zrobiła gdyby... Dużo gdybania nieprawdaż ? Czasem mnie samą dochodzą takie myśli. Niewiele bym zmieniła w swoim życiu bo ogólnie rzecz ujmując jestem szczęśliwa ale gdybym mogła się cofnąć do czasów kiedy miałam 15 lat i zaczynałam liceum to z pewnością bym


...częściej mówiła nie! Nie chodzi o to by z czystego egoizmu komuś odmawiać. Chodzi o to by nie przyzwyczajać ludzi, ze będziemy ciągle coś robić za nich. W efekcie dochodziło do absurdalnych sytuacji kiedy ktoś był na mnie zły, że czegoś nie zrobiłam a ja czułam, że "zawiodłam".  A wystarczyło częściej mówić NIE.

...szybciej zaczęła myśleć o swojej przyszłości. Praktycznie każdy etap mojego szkolnictwa jest dziełem przypadku. Klasa matematyczno-fizyczna jest w moim życiorysie tylko dlatego, że znajomi mnie namówili. Kosmetologia w Lublinie to już w ogóle żart roku, bo zgłoszenie wypisałam tylko, żeby sprawdzić czy bym się dostała. Wydaje mi się, że gdybym szybciej zaczęła myśleć o swojej przyszłości nie wylądowała bym w Lublinie. Nie mówię, że nie jestem zadowolona z obecnych studiów ale mam obawy czy zrealizuję się w zawodzie

...starała się z większą starannością dobierać znajomych. Już w trzeciej klasie liceum zdałam sobie sprawę, że ludzie, którzy jeszcze parę miesięcy temu coś dla mnie znaczyli w trzeciej klasie mogliby przestać istnieć, wyemigrować na Marsa albo zostać porwanymi przez kosmitów a na nie nie zrobiłoby to większego wrażenia. Teraz nawet powiedzenie sobie "cześć" na ulicy staje się dużym problemem i ciężko przechodzi przez gardło. Gdyby człowiek to wiedział to już pierwszego dnia w szkole ustawił by się w innym "kółku". 

...mniej przejmowała się ludźmi. Nie jednokrotnie dostawała po dupie bo się o kogoś bałam, coś doradzałam, mówiłam co myślę. Na moje nieszczęście cechy tej nie pozbyłam się po dziś dzień. Nadal się przejmuję ale teraz przynajmniej o ludzi na których mi najbardziej zależy a nie o osoby, które jedyne co potrafiły powiedzieć to "trudno". Jestem tego pewna, że nadejdzie taki dzień, że i ja powiem trudno. Na szczęście wśród moich znajomych nadal są ludzie, którzy liczą się z moim zdaniem ale przede wszystkim ja liczę się z ich zdaniem.


A Wy cobyście zmienili gdybyście mogli cofnąć czas o 5 lat ?

Pozdrawiam
Monika

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Słodko-kwaśne związki

Od pewnego czasu zewsząd dochodzą mnie głosy, że w wieku 20 lat już wypada mieć chłopaka. Początkowo myślałam, ze coś w tym jest, że trzeba udowodnić społeczeństwu, że nie jestem pozbawiona uczuć i że potrafię się zaangażować. Może brzmi to trywialnie ale uwierzcie mi, że kiedy Twoi 20 letni znajomi zaczynają się zaręczać, pobierać a co bardziej odważni (lub nie do edukowani) mają potomstwo zaczynasz się zastanawiać czy to z Tobą jest coś nie tak, czy to świat wariuje. 


Od kiedy pamiętam postrzegałam świat metodą zero-jedynkową. Dotyczyło to każdego wyboru w moim życiu zarówno tych przyziemnych takich jak wybór zeszytów w szkole jak i tych dotyczących mojej sfery uczuć czy przyjaźni. Ja po prostu muszę być do czegoś w 100 % przekonana. Nie potrafiłabym sobie wybaczyć, że tkwię w czymś co mnie w całości nie satysfakcjonuje. W dodatku krzywdziłabym tę drugą osobę. Kto chciałby tkwić w związku, w którym jedna z osób wciąż tkwi na bocznicy ? Wydaje mi się, że nikt. 

A co z presją? Moim zdaniem sami sobie wmawiamy, że już trzeba, że w tym momencie, że to już czas. Kto powiedział, że narzeczoną trzeba zostać do 25 rż, żoną do 30 rż a matką do 35 rż (choć to ostatnie ma swoje usprawiedliwienie ale o genetyce rozmawiać nie będziemy)? Ja wychodzę z założenia, że na wszystko w życiu przyjdzie czas. Nie warto się samemu popychać do rzeczy, które w danej chwili nie mają dla nas znaczenia. Ja nie wierzę w przeznaczenie ale chcę wierzyć, że osoba z którą będę chciała spędzić swoje życie pojawi się wtedy, kiedy będę na to gotowa i kiedy sama będę tego chciała. Nie warto popadać w paranoje, kiedy większość Twoich znajomych już kogoś ma a ty dalej na imprezy w parach chodzisz z kuzynem/kuzynką. 

Nawet gdybym miała być sama o końca życia, chcę zrobić z życiem coś co pozwoli mi kiedyś powiedzieć, że na jakiś polu jestem spełniona. Świat idzie do przodu i ludziom coraz trudniej żyć w związku. Mamy coraz większe wymagania od życia. Moim zdaniem coraz większa ilość rozwodów nie wynika z tego, że ludzie się mniej kochają, źle dobierają (choć to tez się zdarza). Wynika to z faktu, że mamy coraz większe wymagania od siebie i swoich partnerów i jest to czasem zgubne. Nie popadajmy w paranoję, bo życie już jest wystarczająco posrane. Nie zrzucajmy na siebie sami nowych problemów niech zrobią to za nas inni ;)

Pozdrawiam
Monika ;)