poniedziałek, 2 grudnia 2013

Słodko-kwaśne związki

Od pewnego czasu zewsząd dochodzą mnie głosy, że w wieku 20 lat już wypada mieć chłopaka. Początkowo myślałam, ze coś w tym jest, że trzeba udowodnić społeczeństwu, że nie jestem pozbawiona uczuć i że potrafię się zaangażować. Może brzmi to trywialnie ale uwierzcie mi, że kiedy Twoi 20 letni znajomi zaczynają się zaręczać, pobierać a co bardziej odważni (lub nie do edukowani) mają potomstwo zaczynasz się zastanawiać czy to z Tobą jest coś nie tak, czy to świat wariuje. 


Od kiedy pamiętam postrzegałam świat metodą zero-jedynkową. Dotyczyło to każdego wyboru w moim życiu zarówno tych przyziemnych takich jak wybór zeszytów w szkole jak i tych dotyczących mojej sfery uczuć czy przyjaźni. Ja po prostu muszę być do czegoś w 100 % przekonana. Nie potrafiłabym sobie wybaczyć, że tkwię w czymś co mnie w całości nie satysfakcjonuje. W dodatku krzywdziłabym tę drugą osobę. Kto chciałby tkwić w związku, w którym jedna z osób wciąż tkwi na bocznicy ? Wydaje mi się, że nikt. 

A co z presją? Moim zdaniem sami sobie wmawiamy, że już trzeba, że w tym momencie, że to już czas. Kto powiedział, że narzeczoną trzeba zostać do 25 rż, żoną do 30 rż a matką do 35 rż (choć to ostatnie ma swoje usprawiedliwienie ale o genetyce rozmawiać nie będziemy)? Ja wychodzę z założenia, że na wszystko w życiu przyjdzie czas. Nie warto się samemu popychać do rzeczy, które w danej chwili nie mają dla nas znaczenia. Ja nie wierzę w przeznaczenie ale chcę wierzyć, że osoba z którą będę chciała spędzić swoje życie pojawi się wtedy, kiedy będę na to gotowa i kiedy sama będę tego chciała. Nie warto popadać w paranoje, kiedy większość Twoich znajomych już kogoś ma a ty dalej na imprezy w parach chodzisz z kuzynem/kuzynką. 

Nawet gdybym miała być sama o końca życia, chcę zrobić z życiem coś co pozwoli mi kiedyś powiedzieć, że na jakiś polu jestem spełniona. Świat idzie do przodu i ludziom coraz trudniej żyć w związku. Mamy coraz większe wymagania od życia. Moim zdaniem coraz większa ilość rozwodów nie wynika z tego, że ludzie się mniej kochają, źle dobierają (choć to tez się zdarza). Wynika to z faktu, że mamy coraz większe wymagania od siebie i swoich partnerów i jest to czasem zgubne. Nie popadajmy w paranoję, bo życie już jest wystarczająco posrane. Nie zrzucajmy na siebie sami nowych problemów niech zrobią to za nas inni ;)

Pozdrawiam
Monika ;)

1 komentarz:

  1. Na szczęście nie ma przepisu. Znam spełnione i zadowolone z życia panny, ale też spotykałam żony z depresją i brakiem chęci do robienia czegokolwiek ze swoim życiem. A z tymi rozwodami, to mnie się wydaje że wynikają one z braku czasu na bycie razem. Pęd dzisiejszego życia jest straszny. Nie mówiąc o tym, że bardzo dużo małżeństw bywa ze sobą na odległość (to też bolączką ostatnich lat). Poza tym kiedyś ludzie się tak często nie rozwodzili, bo "co ludzie powiedzą" i też nie każdego było stać na adwokata ;)

    OdpowiedzUsuń