piątek, 6 grudnia 2013

Za bardzo, za mocno, za długo....

Człowiek ma tendencję, do ciągłego poprawiania rzeczy już istniejących. Z jeden strony to dobrze bo Hipsterzy mogą się cieszyć nowym Iphonem z drugiej strony jednak nasza natura poprawiacza sprawia, ze rujnujemy rzeczy na których najbardziej nam zależy.


Pamiętam jak będąc z podstawówce miałam zamiłowanie do klejów brokatowych. Gdy zbliżał się ten czas w roku, kiedy to choinki zaczynały zdobić nasze domy ja zdobiłam kartki na święta. Dodawałam to tu to tam i po chwili KLOPS ! Przedobrzyłam !

To domena ludzi. Lubimy poprawiać. Generalnie nazywa się to postępem ale w pewnych kwestiach jest robieniem kroku do tyłu lub staniem w miejscu. Ostatnio usłyszałam, że dla wielu kobiet zbyt duże zaangażowanie w związek może stać się swego rodzaju "cofaniem". Dlaczego ? Ponieważ, zdarza się nie tak rzadko, że kobieta pragnie związku idealnego. Chce wszystko poprawiać i planować. Partner ma się ubrać tak, zachowywać tak, przytulać tak i mówić "kocham Cię" w ośmiu językach. Ja natomiast da niego zacznę oglądać mecze naszej ekstraklasy, chodzić do baru, ubierać się jak seksowna kocica i rzucać nazwiskami piłkarzy Realu Madryt jak markami firm kosmetycznych. Hipotetyczna kobieta wciąż próbuje coś udoskonalać w efekcie wychodzi na władczą i chcącą kontrolować wszystko. On zabiera manatki a ona zostaje z niczym. Przedobrzyła !

Ostatnio gdzieś wyłapałam, że kobiety kochają zbyt mocno i to je wypala. Moim zdaniem to nie miłość wypala, to związek! Czujemy ciągłą potrzebę walki o niego, poprawiania relacji i partnera. Za dużą uwagę zwracamy na otoczki a nie na człowieka. To jest problem.

Podobnych przykładów można by przytaczać na pęczki (nie tylko ze sfery uczuciowej ale także z rodzinnej czy zawodowej) ale nie w tym rzecz. Ważne jest dlaczego to robimy. Ewolucja jedno ale nasz zagmatwany mózg to drugie. Gdzieś tam z tyłu głowy wielu z nas siedzi głos mówiący "warto by to było poprawić". Długo się nie zastanawiając bierzemy swoje kleje z brokatem i zaczynamy doklejać. Warto ? Czasem tak ale trzeba pamiętać, że to poprawianie ma druga stronę, tez ludzką, też zaangażowaną. Nie można samemu decydować co i jak poprawiać. I znowu wrócę do związków. Czyż nie łatwiej jest porozmawiać o oczekiwaniach i wspólnie dojść do konsensusu ? Łatwiej. A dlaczego tak rzadko z tego korzystamy zastępują rozmowę planem zmian na najbliższe półwiecze ? Bo lubimy mieć nad wszystkim kontrolę. Tylko nie zawsze nasza kontrola spodoba się komuś innemu. Inną kwestią jest, że co za dużo to nie zdrowo. Nie ma ideałów. Nie ma ludzi, którzy jednocześnie śpiewają, graja, jeżdżą na nartach, znają 5 języków, są biznesmenami, są filantropami i mają czarne interesy z mafią. Po co tworzyć coś co w prawdziwym życiu nie przetrwa bo po prostu nie ma racji bytu. Czy warto wprowadzać zmiany ? Tak! Ale trzeba wiedzieć gdzie jest granica rozsądku lub zapytać druga połówkę o jej zdanie.

Pozdrawiam
Monika 

1 komentarz:

  1. gdybyś nie dodała tych czarnych interesów z mafią, to bym się nie zgodziła ;-)) fajnie ujęte

    OdpowiedzUsuń