czwartek, 26 grudnia 2013

Podsumujmy !

Święta się już kończą, zaczynamy się szykować do zabawy Sylwestrowej. Czas więc najwyższy podsumować 2013 rok.


Nie mam w zwyczaju podsumowywać rzeczy złych. Jednak uważam, że gdy sobie przypominamy o tym co nam nie wyszło motywuje nas to do działania, aby w przyszłym roku nie było owych pozycji na liście. Aby lista moich doświadczeń nie była zbyt długa postanowiłam wybrać po 5 pozycji :)

Zaczynamy !

5 rzeczy, które nie mi nie wyszły w 2013 roku!

1. Nauka języka angielskiego. Fakt, zapisałam się na kurs, ale to było dopiero w październiku. Do tego czasu poziom mojego angielskiego gwałtownie się obniżał aż osiągnął poziom krytycznie denny. Pretensje mogę mieć tylko do siebie. Zamiast oglądać seriale, mogłam robić ćwiczenia z angielskiego. Oczywiście można powiedzieć, że poprzez oglądnie seriali uczymy się języka. Ale to nie do końca jest tak, bo bez gramatyki też daleko nie zajdziemy

2. Kontakt ze znajomymi. Dzielą nas setki kilometrów, ale nie usprawiedliwia mnie to aby z kimś rozmawiać raz na miesiąc ! Nie ma co szukać sobie wymówek, jest Skype, Hangout, Facebook. Możliwości jest wiele. A zwalanie wszystkiego na brak czasu jest hipokryzją, bo marnuję codziennie sporo czasu na takie bzdury, że głowa mała.

3. Zaniedbałam czytanie książek. Nawet nie chce pisać jak mało książek przeczytałam w ostatnim roku, bo to po prostu wstyd ! W czasach liceum czytałam około 3 książek miesięcznie a teraz nawet nie jestem zapisana do biblioteki w Lublinie. Obowiązkowo trzeba to zmienić !

4. Kontrola wydatków. Wydaję, za dużo pieniędzy! Tu nawet nie chodzi o to, że kupuję rzeczy, których nie używam i zalegają gdzieś na półkach. Tu chodzi o życiowy minimalizm. Czas "przykręcić śrubę".

5. Nauka. To prawda nie mogę narzekać na niekończące się poprawki. Ale uważam, że mogłabym mieć wyższą średnią i bardziej się przykładać do niektórych przedmiotów. Nie mam ambicji na średnią 5.0 bo wiem, że przy mojej ilości zajęć dodatkowych jest to niemożliwe ale mimo wszystko chciałabym poprawić moje osiągnięcia na uczelni !


5 rzeczy, które mogę zapisać na plus w 2013 roku!


1. Zdanie I roku studiów. Cieszyłam się jak dziecko, gdy okazało się, że sesję letnią zdałam w pierwszych terminach. Podniosło to moje morale bo przez cały rok czułam się jak słoń w składzie porcelany bo dla mnie każdy przedmiot biologiczny czy chemiczny był niesamowitym wyzwaniem po klasie matematyczno-fizycznej.


2. Wznowienie blogowania. Zapomniałam, jak bardzo lubię blogować. Bardzo się, cieszę, że prowadzę dwa blogi. Choć czasem mam problem z regularnym pisaniem to ciągle nad tym pracuję. Mam nadzieję, że 2014 rok będzie pod względem blogowania szczególnie produktywny.

3. Wyjazd do Tunezji. Wyjazd do kraju arabskiego marzył mi się od dawna. Choć Tunezja jest jednym z najbardziej zeuropeizowanych krajów arabskich to i tak miałam okazję choć trochę poznać ich kulturę. Wolałabym podróżować na własną rękę ale europejką a szczególnie blondynką przysparza to sporo problemów ;). Zdaję sobie sprawę, że w 2014 roku nie będę raczej miała okazji do podróżowania ale marzyłaby mi się Turcja...

4. Poukładanie sobie życie towarzyskiego. Ja wiem, że to trochę głupio brzmi. Mimo wszystko ważne dla mnie było aby w końcu, tak dobrać sobie znajomych  by nie tworzyć "toksycznych" znajomości. Nauczyłam się, że dobry przyjaciel to ten, który potrafi brać ale jeszcze więcej dać!

5. Zapisanie się na kurs angielskiego. Taki trochę paradoks nastąpił. Ale sam fakt, że zapisałam się na angielski i że się na niego regularnie uczę to dla mnie ogromne osiągnięcie i mam nadzieję, że w 2014 roku będę mogła poświęcić jeszcze więcej czasu na naukę języków ( chciałabym wrócić do nauki niemieckiego)

A co ciekawego zdarzyło się w 2013 roku ? Jakieś sukcesy? Porażki ?

Pozdrawiam
Monika ;)


wtorek, 24 grudnia 2013

Świąteczny czar

Łatwo by było napisać, jak to przygotowania do świąt są męczące i że same święta szybko mijają. Jednak ja chcę napisać jak bardzo Święta lubię. Pomimo tego, że szybko mijają to zaczynam doceniać ten Święty Spokój i chwilę nic nie robienia. 

źródło: tumblr

Mogę pobyć z rodziną i znajomymi, nacieszyć się czasem wolnym (choćby po Świętach było zaliczeni to ja nauki się nie dotykam ! :D ). Uwielbiam atmosferę Świąt, kolędy, prezenty ;), pełny brzusio ;)).

Dlatego z okazji Świąt życzę Wam wszystkiego co najlepsze ! Zdrowia, spokoju i żeby w cycki poszło ! ;)

A po światach wracam do blogowania już pełna parą bo tak być nie może jak w ostatnim czasie !

Pozdrawiam
Monika ;)


piątek, 6 grudnia 2013

Za bardzo, za mocno, za długo....

Człowiek ma tendencję, do ciągłego poprawiania rzeczy już istniejących. Z jeden strony to dobrze bo Hipsterzy mogą się cieszyć nowym Iphonem z drugiej strony jednak nasza natura poprawiacza sprawia, ze rujnujemy rzeczy na których najbardziej nam zależy.


Pamiętam jak będąc z podstawówce miałam zamiłowanie do klejów brokatowych. Gdy zbliżał się ten czas w roku, kiedy to choinki zaczynały zdobić nasze domy ja zdobiłam kartki na święta. Dodawałam to tu to tam i po chwili KLOPS ! Przedobrzyłam !

To domena ludzi. Lubimy poprawiać. Generalnie nazywa się to postępem ale w pewnych kwestiach jest robieniem kroku do tyłu lub staniem w miejscu. Ostatnio usłyszałam, że dla wielu kobiet zbyt duże zaangażowanie w związek może stać się swego rodzaju "cofaniem". Dlaczego ? Ponieważ, zdarza się nie tak rzadko, że kobieta pragnie związku idealnego. Chce wszystko poprawiać i planować. Partner ma się ubrać tak, zachowywać tak, przytulać tak i mówić "kocham Cię" w ośmiu językach. Ja natomiast da niego zacznę oglądać mecze naszej ekstraklasy, chodzić do baru, ubierać się jak seksowna kocica i rzucać nazwiskami piłkarzy Realu Madryt jak markami firm kosmetycznych. Hipotetyczna kobieta wciąż próbuje coś udoskonalać w efekcie wychodzi na władczą i chcącą kontrolować wszystko. On zabiera manatki a ona zostaje z niczym. Przedobrzyła !

Ostatnio gdzieś wyłapałam, że kobiety kochają zbyt mocno i to je wypala. Moim zdaniem to nie miłość wypala, to związek! Czujemy ciągłą potrzebę walki o niego, poprawiania relacji i partnera. Za dużą uwagę zwracamy na otoczki a nie na człowieka. To jest problem.

Podobnych przykładów można by przytaczać na pęczki (nie tylko ze sfery uczuciowej ale także z rodzinnej czy zawodowej) ale nie w tym rzecz. Ważne jest dlaczego to robimy. Ewolucja jedno ale nasz zagmatwany mózg to drugie. Gdzieś tam z tyłu głowy wielu z nas siedzi głos mówiący "warto by to było poprawić". Długo się nie zastanawiając bierzemy swoje kleje z brokatem i zaczynamy doklejać. Warto ? Czasem tak ale trzeba pamiętać, że to poprawianie ma druga stronę, tez ludzką, też zaangażowaną. Nie można samemu decydować co i jak poprawiać. I znowu wrócę do związków. Czyż nie łatwiej jest porozmawiać o oczekiwaniach i wspólnie dojść do konsensusu ? Łatwiej. A dlaczego tak rzadko z tego korzystamy zastępują rozmowę planem zmian na najbliższe półwiecze ? Bo lubimy mieć nad wszystkim kontrolę. Tylko nie zawsze nasza kontrola spodoba się komuś innemu. Inną kwestią jest, że co za dużo to nie zdrowo. Nie ma ideałów. Nie ma ludzi, którzy jednocześnie śpiewają, graja, jeżdżą na nartach, znają 5 języków, są biznesmenami, są filantropami i mają czarne interesy z mafią. Po co tworzyć coś co w prawdziwym życiu nie przetrwa bo po prostu nie ma racji bytu. Czy warto wprowadzać zmiany ? Tak! Ale trzeba wiedzieć gdzie jest granica rozsądku lub zapytać druga połówkę o jej zdanie.

Pozdrawiam
Monika 

środa, 4 grudnia 2013

Podróż w czasie

Gdybym mogła cofnąć czas o 5 lat...



No własnie, tak często lubimy gdybać o tym co byś my zrobili gdyby... Jak wyglądało by nasze życie gdyby... Czego bym nie zrobiła gdyby... Dużo gdybania nieprawdaż ? Czasem mnie samą dochodzą takie myśli. Niewiele bym zmieniła w swoim życiu bo ogólnie rzecz ujmując jestem szczęśliwa ale gdybym mogła się cofnąć do czasów kiedy miałam 15 lat i zaczynałam liceum to z pewnością bym


...częściej mówiła nie! Nie chodzi o to by z czystego egoizmu komuś odmawiać. Chodzi o to by nie przyzwyczajać ludzi, ze będziemy ciągle coś robić za nich. W efekcie dochodziło do absurdalnych sytuacji kiedy ktoś był na mnie zły, że czegoś nie zrobiłam a ja czułam, że "zawiodłam".  A wystarczyło częściej mówić NIE.

...szybciej zaczęła myśleć o swojej przyszłości. Praktycznie każdy etap mojego szkolnictwa jest dziełem przypadku. Klasa matematyczno-fizyczna jest w moim życiorysie tylko dlatego, że znajomi mnie namówili. Kosmetologia w Lublinie to już w ogóle żart roku, bo zgłoszenie wypisałam tylko, żeby sprawdzić czy bym się dostała. Wydaje mi się, że gdybym szybciej zaczęła myśleć o swojej przyszłości nie wylądowała bym w Lublinie. Nie mówię, że nie jestem zadowolona z obecnych studiów ale mam obawy czy zrealizuję się w zawodzie

...starała się z większą starannością dobierać znajomych. Już w trzeciej klasie liceum zdałam sobie sprawę, że ludzie, którzy jeszcze parę miesięcy temu coś dla mnie znaczyli w trzeciej klasie mogliby przestać istnieć, wyemigrować na Marsa albo zostać porwanymi przez kosmitów a na nie nie zrobiłoby to większego wrażenia. Teraz nawet powiedzenie sobie "cześć" na ulicy staje się dużym problemem i ciężko przechodzi przez gardło. Gdyby człowiek to wiedział to już pierwszego dnia w szkole ustawił by się w innym "kółku". 

...mniej przejmowała się ludźmi. Nie jednokrotnie dostawała po dupie bo się o kogoś bałam, coś doradzałam, mówiłam co myślę. Na moje nieszczęście cechy tej nie pozbyłam się po dziś dzień. Nadal się przejmuję ale teraz przynajmniej o ludzi na których mi najbardziej zależy a nie o osoby, które jedyne co potrafiły powiedzieć to "trudno". Jestem tego pewna, że nadejdzie taki dzień, że i ja powiem trudno. Na szczęście wśród moich znajomych nadal są ludzie, którzy liczą się z moim zdaniem ale przede wszystkim ja liczę się z ich zdaniem.


A Wy cobyście zmienili gdybyście mogli cofnąć czas o 5 lat ?

Pozdrawiam
Monika

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Słodko-kwaśne związki

Od pewnego czasu zewsząd dochodzą mnie głosy, że w wieku 20 lat już wypada mieć chłopaka. Początkowo myślałam, ze coś w tym jest, że trzeba udowodnić społeczeństwu, że nie jestem pozbawiona uczuć i że potrafię się zaangażować. Może brzmi to trywialnie ale uwierzcie mi, że kiedy Twoi 20 letni znajomi zaczynają się zaręczać, pobierać a co bardziej odważni (lub nie do edukowani) mają potomstwo zaczynasz się zastanawiać czy to z Tobą jest coś nie tak, czy to świat wariuje. 


Od kiedy pamiętam postrzegałam świat metodą zero-jedynkową. Dotyczyło to każdego wyboru w moim życiu zarówno tych przyziemnych takich jak wybór zeszytów w szkole jak i tych dotyczących mojej sfery uczuć czy przyjaźni. Ja po prostu muszę być do czegoś w 100 % przekonana. Nie potrafiłabym sobie wybaczyć, że tkwię w czymś co mnie w całości nie satysfakcjonuje. W dodatku krzywdziłabym tę drugą osobę. Kto chciałby tkwić w związku, w którym jedna z osób wciąż tkwi na bocznicy ? Wydaje mi się, że nikt. 

A co z presją? Moim zdaniem sami sobie wmawiamy, że już trzeba, że w tym momencie, że to już czas. Kto powiedział, że narzeczoną trzeba zostać do 25 rż, żoną do 30 rż a matką do 35 rż (choć to ostatnie ma swoje usprawiedliwienie ale o genetyce rozmawiać nie będziemy)? Ja wychodzę z założenia, że na wszystko w życiu przyjdzie czas. Nie warto się samemu popychać do rzeczy, które w danej chwili nie mają dla nas znaczenia. Ja nie wierzę w przeznaczenie ale chcę wierzyć, że osoba z którą będę chciała spędzić swoje życie pojawi się wtedy, kiedy będę na to gotowa i kiedy sama będę tego chciała. Nie warto popadać w paranoje, kiedy większość Twoich znajomych już kogoś ma a ty dalej na imprezy w parach chodzisz z kuzynem/kuzynką. 

Nawet gdybym miała być sama o końca życia, chcę zrobić z życiem coś co pozwoli mi kiedyś powiedzieć, że na jakiś polu jestem spełniona. Świat idzie do przodu i ludziom coraz trudniej żyć w związku. Mamy coraz większe wymagania od życia. Moim zdaniem coraz większa ilość rozwodów nie wynika z tego, że ludzie się mniej kochają, źle dobierają (choć to tez się zdarza). Wynika to z faktu, że mamy coraz większe wymagania od siebie i swoich partnerów i jest to czasem zgubne. Nie popadajmy w paranoję, bo życie już jest wystarczająco posrane. Nie zrzucajmy na siebie sami nowych problemów niech zrobią to za nas inni ;)

Pozdrawiam
Monika ;)

sobota, 30 listopada 2013

Słodko kwaśni ulubieńcy- LISTOPAD

Kończy się miesiąc i już niebawem rozpocznie się na dobre świąteczne szaleństwo. Uwielbiam święta więc z największą radością żegnam Listopad i czekam aż zacznie się Grudzień !



Ideą tych postów będzie pokazanie Wam, co mnie zaintrygowało, pochłaniało, wzruszało i zafascynowało w danym miesiącu. Więc zaczynamy

FILM: Thor the Dark World. Uwielbiam filmy Marvel'a. No może poza jednym. Nie jestem fanka kapitana Ameryki. Uważam, ze Thor the dark World przebił Thora jedynkę a już na pewno The Avengers. Efekty specjalne- niesamowite. Opowieść-jak to film o superbohaterze przewidywalna. Thor-mmmm umięśniony. Loki- przebiegły, mroczny, zabawny i uroczy (tak jestem w teamie Lokiego ). Nie raz jeszcze zobaczę ten film choćby ze względu na to, że tym razem to nie Nowy Jork jest niszczony ;)

MUZYKA: Wróciłam do mocniejszych brzmień. Miesiąc listopad ogłaszam miesiącem Korn'a. Nie pamiętam kiedy ostatni raz z taką przyjemnością słuchałam ich muzyki. Teraz kiedy jestem "starsza" i bardziej skupiam się na tekście Korn jeszcze bardziej do mnie trafia. Miałam mały romans w tym miesiącu z Artcic Monkeys i The Black Keys ale w stosunkach małżeńskich nadal jestem z Kornem ;D. Swoją drogą: nowa płyta Korn'a jest GE-NIAL-NA !

ARTYKUŁ: Od kiedy zaczęłam dodatkową naukę języka angielskiego jestem zasypywana spora ilością artykułów. Jeden szczególnie przypadł mi do gustu. Jest to wywiad z Ian'em McKellen'em. Nie dość, ze uwielbiam go jako aktora to po raz kolejny pokazuje jak niesamowitym człowiek jest. Warto przeczytać. Artykuł jest w języku angielskim ale jest napisany niezwykle prostym językiem klik.

WYDARZENIE: Po raz kolejny muszę podziękować Karolinie autorce bloga http://www.prywatna-rewolucja.pl/ za to, że mogłam wziąć udział w jednym z postów. Odpowiadanie na pytania było niezwykle ciekawe. Kolejny raz wyszło moje gadulstwo ale sam post wyszedł genialny bo można było porównać poranne zwyczaje kilku osób. Odsyłam was do posta klik

Musze powiedzieć o jeszcze jednym wydarzeniu, które było bardzo ważne dla mnie w Listopadzie. Mianowicie koncert Luxtorpedy w Graffiti. Była moc. Na drugi dzień słabo mówiłam, bolały mnie wszystkie mięśnie ale koncert niezapomniany i jak zwykle Luxtorpeda dała czadu !

FILM NA YOUTUBE. I tu po raz kolejny odkrycie pochodzące z mojego angielskiego. Pragnę Wam przedstawić grupę teatralną Bandaloop klik. Moim zdaniem są genialni i jak dla mnie pokonują grawitację ! Nie odważyłabym się spróbować ale chciałabym zobaczyć taki występ na żywo !

Jeżeli chodzi o ten miesiąc to wszystko ;) Jacy są Wasi ulubieńcy ?

Pozdrawiam
Monika 

piątek, 29 listopada 2013

Słodko kwaśny ranking: 5 niematerialnych "rzeczy" bez których nie wyobrażam sobie życia!

Gdy oglądam lub czytam różnego rodzaju wywiady zawsze śmieszą mnie pytania typu "Co Pan/Pani zabrałby/zabrałaby na bezludna wyspę?" Samo pytanie nie jest wcale takie śmieszne jakby się mogło wydawać. To zwykle odpowiedzi są zabawne, irracjonalne lub po prostu definiują głupotę rozmówcy. Chyba jeszcze nigdy nie usłyszałam takiej odpowiedzi, która wywarłaby na mnie wrażenie dłuższe niż 15 sekund.

Kilka dni temu podczas mojej podróży pociągiem miałam sporo czasu na dumanie. I wymyśliłam sobie temat na posta: 5 niematerialnych "rzeczy" bez, których nie mogę żyć. W tym momencie nawiązując do wstępu muszę sobie zadać pytanie: Jakich niematerialnych rzeczy brakowałoby Ci na bezludnej wyspie?

Odpowiedź w gruncie rzeczy nie jest łatwa. Często nie zdajemy sobie sprawy co nam jest potrzebne do póki tego nie stracimy. Ale wydaje mi się, że znalazłam moją 5, bez której żyć nie mogę!

1. Zacznę dość banalnie. Może nie tyle banalnie co sztampowo. Rodzina i przyjaciele. Przekonałam się o tym późno bo dopiero, gdy poszłam na studia do odległego Lublina. Dystans, który dzieli mnie i moich bliskich to ponad 450 km. W domu jestem rzadko. Gdy już przyjadę mam często bardzo napięty grafik. Z każdym chcę spędzić choć chwilę bo brakuje mi rozmów w cztery sześć, osiem.... oczu. Brakuje mi tego bezpośredniego kontaktu z moim najbliższym otoczeniem. Można rozmawiać przez telefon ale powiedzmy sobie szczerze: Kiedy ostatni raz odkładając telefon miałeś/miałaś poczucie że powiedziałeś/powiedziałaś wszystko ? ( i nie mówię tu o zamawianiu pizzy przez telefon ;). Bo ja nigdy a w żywej rozmowie z ludźmi, którzy coś dla mnie znaczą zawsze powiem to co powiedzieć chcę i usłyszę co usłyszeć chciałam ;)

2. Muzyka ! Słuchanie muzyki jest dla mnie czymś tak oczywistym jak oddychanie. Generalnie muzyki słucham cały czas. Częściej można mnie zobaczyć ze słuchawkami niż bez nich. Choć raczej skupiam się na muzyce rockowej to coraz częściej sięgam po inne gatunki. Mam nadzieję, że już niebawem uda mi się ogarnąć zakładkę muzycznie byście mogli bliżej poznać mój gust. Póki co polecam Wam 2 piosenki, które od paru tygodni chodzą mi po głowie

1. The Black Keys - Tighten Up

2. Arctic Monkeys- Why'd you only call me when you're high


3. Literatura. Książki to dla mnie odskocznia od rzeczywistości. Ogromnie żałuję, że nie mogę czytać więcej. To mnie zawsze niezwykle odpręża a przede wszystkim rozbudza moją wyobraźnię. Często słyszę pytanie o moja ulubioną książkę. Trudny temat. Myślę,że z każdej kategorii bym coś wybrała. Ale książka a raczej seria do której ciągle powracam to Harry Potter. Dla jednych zabrzmi to dziecinnie ale dla mnie to ogromna część mojego dzieciństwa. Pamiętam jak mama zawsze narzekała, że czytam ciągle jedno i to samo. Ale ja tak mam. Jak coś przeczytam i polubię, to powracam nieskończoną ilość razy!

4. Podróże. (Bo oczywistym jest, że z bezludnej wyspy się nie wydostanę ;) Bliskie i dalekie. Cieszę się jak dziecko gdy jadę do domu pociągiem. Choć nie lubię rozmawiać z ludźmi z pociągu (taki ze mnie odludek) to uwielbiam obserwować co się dzieje za oknem. A że mam na to 7 godzin to pochłaniam ich całe mnóstwo. Lubię ten moment, gdy jadę na wakacje do obcego kraju i gdy zaczynam poznawać ich zwyczaje. Staram się stopić z ich kulturą. Potem po powrocie do Polski mam chwilowe wrażenie wyobcowania. Lubię oglądać zdjęcia z wakacji. Przypominać sobie, analizować. Samo przygotowanie sprawia mi ogromną frajdę. Gdy poznaję nowe fakty. Staram się nauczyć zwykle jak jest "dzień dobry", "dziękuję".
Tunezyjski wielbłąd- prawda, że przystojniak ? :D

niebo nad Austrią, niestety chmury zasłoniły Wiedeń 

5. Marzenia! Nie jestem typem osoby bujającej w obłokach. Ale marzyć lubię. To nic nie kosztuje, nie wymaga nakładu pracy. Pracy wymaga za to realizowanie marzeń. Moim zdaniem, każdy wysiłek, który włoży się w realizację marzeń zwróci się kilkukrotnie. Choć oczywiście marzyc można i "na bezludnej wyspie" ale chodziło mi realizację marzeń. Kiedyś chciałam nauczyć się robić piękne makijaże. Ćwiczę, czytam, oglądam, próbuję, sprawia mi to ogromną radość. Czy robię piękne makijaże? Nie wiem, nie lubię się oceniać ale wiem, że sama realizacja tego marzenia jest dla mnie niezwykłą przygodą ;)

Jakie byłyby Wasze niematerialne "rzeczy", bez których nie możecie żyć ?

Pozdrawiam 
Monika ;)

środa, 27 listopada 2013

Słodko kwaśny hejt

Podpisuję się pod tekstem „używam ironii i sarkazmu bo strzelanie do idiotów jest nadal zabronione”. Jedni mówią, że gwiazdorzę, inni że przesadzam. Ale Ci co mnie naprawdę znają wiedzą, że ja mam w zwyczaju mówić co myślę. Bo po co kogoś okłamywać i udawać kogoś kim się nie jest. Jak się jest suką to się nią jest i nie ma się co z czego tłumaczyć.  Ale ja tak na co dzień nią nie jestem.  Mam w zwyczaju wykorzystywać cięte riposty i soczyste komentarze.  Staram się jednak tego unikać, bo choć wśród moich znajomych jest to tolerowane, ba ! Zachowują się tak samo. Wśród obcych staram się zachować zdrowy dystans. Czasem jednak i ja pękam. Kiedy mi się to zdarza?


Oto lista rzeczy, które mnie wkurzają jak nic innego na świecie.
Na wstępie chcę zaznaczyć, że poniższa lista jest totalnie subiektywna i nie ma na celu nikogo obrażać ;)

1.Wytykanie błędów. Nie mówię tu o zwróceniu komuś uwagi bo akurat tę postawę szanuję. Skoro popełniłam błąd należy go poprawić. Dobrze, że jest ktoś kto to wyłapał i mi o tym powiedział. Ale niekoniecznie toleruję ciągłą gadaninę o tym co by to było gdyby błąd poszedł w świat,  jak to się dobrze stało, że dana osoba go wyłapała. Ale wręcz nienawidzę, kiedy ktoś zbyt często ( mam na myśli: przy każdej możliwej okazji) wypomina mi to niby żartobliwym „A pamiętasz jak…?” – tak pamiętam!  Przypominasz mi o tym, przy każdej możliwej okazji i za niedługo będę się przedstawiać zwrotem: Dzień dobry jestem Monika i pamiętam jak…. Po jakimś czasie nikogo już ten tekst nie bawi, tylko ty masz satysfakcję ze swojego minimalnego tryumfu. Ale pamiętajmy, ze każdemu się może kiedyś podwinąć noga.

2.„Moje życie jest super więc ty tez powinnaś mieć takie samo i też będziesz szczęśliwa” Hmmm…NIE ! Każdy szczęście definiuje inaczej. Dla jednych to partner dla drugich rodzina dla trzecich pieniądze a dla jeszcze innych święty spokój. Po co wchodzić butami w czyjeś życie ? Jaki to ma sens. Jesteś szczęśliwa/szczęśliwy? Gratuluję. Ale daj mi znaleźć moje własne szczęście. Ja mam swoje plany na przyszłość i chcę je zrealizować. Gdyby każdy chciał tego samego to na świecie trwała by niekończąca się wojna więc może nie wyciągajmy zawczasu oręża ?

3.Trudno mi to ubrać w zgrabne słowa więc opisze przykładową sytuację. Wśród 3 koleżanek jedna słucha pop’u, druga rock’a trzecia muzyki klasycznej. Dziewczyna słuchająca Bacha tak go uwielbia, ze zmusza pozostałe koleżanki do jego słuchania, ba! Od razu musza się nim fascynować. Wiele rzeczy w naszym życiu, jest cechą osobniczą. To co lubimy słuchać , jeść czytać czy oglądać. Nie lubię się zmuszać do czegoś. Fajnie jest kiedy ktoś Ci coś zaproponuje ale bardzo niekulturalne jest zmuszanie kogoś do czegoś. Może mam coś z buntownika ale jak czegoś nie lubię, to choćby dano mi milion baksów to nie zrobię czegoś i już !

4. Ja decyduję, Wy się podporządkowujecie.  Z tego co wiem era monarchii absolutnej minęła, Maria Antonina wraz ze swoją bujną peruką zniknęła z tego świata w dwóch częściach więc po co te zapędy? Życie w społeczeństwie to sztuka konsensusu.  Ludzie po wiekach praktyki i ewolucji doszli do tego, ze nikomu nie muszą się podporządkowywać. Wydaje mi się, że więcej fanów przysporzy Ci zdanie „Co myślisz na temat…?” „Miałabyś/miałbyś ochotę” niż „Pójdziemy tam.” czy „Ja chcę!” . Wydaje mi się, że miejsce rozkazów jest w wojsku i Ministerstwie Obrony Narodowej

5.Postawa: nie obchodzi mnie to (przepraszam za zwrot jednak wydaje mi się, że bardziej odpowiednie jest wyrażenie „mam wyje****). Ok może jesteś chodzącym luzakiem. Może rzeczywiście cały świat mieści Ci się w Twoich czterech literach ale ogłaszanie tego światu na każdym kroku jest niepotrzebne. Sama czasem wolę się nie angażować. Ale są pewne sytuacje, które tego od nas wymagają i nie ma wtedy JA. Jesteśmy MY a pomóc trzeba IM !

6.A teraz rzeczy bardziej przyziemne ;) Koleś w barze wykorzystuje podryw na glonojada. Co to ? Mianowicie koleś, zwykle lekko podchmielony startuje do Ciebie. Ale nie zagada. Tylko podchodzi i coraz bardziej ogranicza Ci przestrzeń życiową. Ty krok w przeciwną stronę, on za tobą. Prosisz go żeby Cię zostawił on daje próbuje Ci postawić drinka, opowiedzieć o swojej byłej czy wyciągnąć numer. Najgorsze jest to, ze pod wpływem alkoholu nie zdaje sobie sprawy, że jego zachowanie jest żałosne.  Gdyby jak normalny człowiek podszedł i zgadał to byłoby może inaczej. A tak pozostaje niesmak i zażenowanie.

7.Mogę Ci podskoczyć…w komentarzu na Facebook’u. Taaa zmora naszych czasów.  Wszechobecny hejt. Ktoś myśli, że jak obdaruje kogoś soczystym komentarzem to zyska +10 do uznania wśród znajomych  a niestety otrzymuje +50 do buractwa.  Anonimowi hejterzy przynajmniej roztaczają aurę bycia złym i chamskim. Ale gdy Twój „znajomy”, który w realnym świecie boi się odezwać z siłą większą niż 15 dB nagle na Facebook’u staje się obrazoburczym Macho to pozostaje ogromny niesmak. A mi ręce opadają

8.A teraz punkt z pozdrowieniami dla wszystkich studentów ;). Uwielbiam kiedy stoimy przed salą i nagle nikt nic nie umie.  Ja to rozumiem. Chwilę przed zaliczeniem każdy ma moment chwilowej czarnej dziury. Ale rozbrajające są osoby, które mówią ze im nie zależy, że się nie uczyły, że generalnie to liczą na poprawkę, bo wczoraj ostro imprezowały i nie miały czasu. Nagle dostajemy wyniki. Cuda cuda ogłaszają. Pozerzasty luzak dostaje 4,5. Mogę uwierzyć w czyjś inteligencję czy rezolutność. Mogę nawet uwierzyć, ze ktoś ściągał. Ale nigdy nie uwierzę, że nie ucząc się można napisać coś na 4,5. Szczególnie kiedy mówimy o przedmiotach, na które dostajemy 15 stron tekstu do nauczenia się na pamięć. Cud porównywalny  niepokalanym poczęciem ? Raczej chęć zaimponowania, ale pyatnie: Komu ? Bo wśród znajomych ze studiów możesz co najwyżej wywołać atak ale tym razem niestety nie śmiechu.

Choć zwykle listy mają 10 pozycji u mnie zakończy się ona na 8. Po pierwsze nie chcę wymyślać niestworzonych problemów, po drugie listę zawsze można zaktualizować ;)


A Was co denerwuje lub doprowadza do szewskiej pasji ?

Pozdrawiam
Monika

poniedziałek, 25 listopada 2013

Słodko-kwaśne relacje w Internecie

Wchodząc codziennie na facebook’a zasypywana jestem falą szczęścia znajomych, którzy to ogłaszają, że są w związku, zaręczyli się lub wzięli ślub. W sumie to nic nowego,  robimy to do zarania dziejów.  Martwiąca jest jedna sprawa, że droga do tego szczęścia znacznie się zmodyfikowała i używamy coraz to nowych narzędzi do….zwykłej rozmowy.


Pamiętam swego czasu kiedy wydawało mi się, że mając 20 lat będę już w związku i będę patrzeć z nadzieją na przyszłość. Nie czarujmy się! Jest zupełnie inaczej. Ja chyba gdzieś tam w tym gąszczu krętych dróg czata, badoo i zaczepek na facebook’u zgubiłam się na starcie. Ostatanio z przyjaciółką miałyśmy okazję „użalać się” nad własnym jestestwem i okazuje się, że w tym labiryncie nie jestem jedyną która zgubiła się gdzieś po drodze.

Patrząc na moich rodziców stwierdzam, ze historia ich poznania jestem niczym wyciągnięta z komedii romantycznej.  On wchodzi do sklepu gdzie owa niewiasta pracuje. Zaczyna ją podrywać a ona zgadza się na randkę…8 miesięcy później biorą ślub  i nie dlatego, że muszą, tylko dlatego, ze chcą! A ich współczesna historia jakby wyglądała? On zobaczyłby ją w sklepie. Przyszedł do domu odpalił komputer i szukał na facebook’u. Gdyby już ją znalazł sprawdziłby czy jest w związku, czy lubie podobną muzykę czy film. Sprawdziłby co pisze na tablicy i jaką muzykę najczęściej odtwarza na spottify.  Poobserwowałby ja parę tygodni a następnie nieśmiało zaczepił. Gdy ona by odpowiedziała na zaczepkę on zaprosiłby ją do znajomych. Pogadali by trochę hmm jakiś miesiąc i w końcu poszli na randkę. A tam klops ! Bo w trakcie żywej rozmowy nie jest tak łatwo. Uczestniczy w niej całe nasze ciało. Czerwienimy się, peszymy, pokazujemy swoje słabości. A tego nie chcemy, bo teraz każda ze stron chce wyjść na tę silną, odważną, nie do pokonania.  Wchodzimy w pętlę własnych oczekiwań, rozczarowań i pretensji. Jak to się skończy ? Zależy czy któraś ze stron poda rękę tej drugiej. Będzie chciała rozmowy z żywym człowiekiem z jego wadami, zaletami, słabościami i trudnościami. Ot człowieka z krwi i kości. Bo ideały pięknie się kocha ale trudno z nimi żyć.  Albo będziemy szukać dalej. Bo w końcu „tego kwiatu jest pół światu” ale czy na pewno? Choć portale społecznościowe pokazują nam, że możemy na nich poznać kogo chcemy i że to ma rację bytu, to czy rzeczywiście tak jest?

Usłyszałam kiedyś, że znajomość na portalu społecznościowym jest jak miesiąc miodowy, cudnie się zaczyna ale kończy się szybko i ze smutkiem że tak krótko. Jeszcze trzeba wspomnieć o wściekłości , która następuje gdy on/ona nie odpisuje.

To moim zdaniem kolejny problem znajomości internetowych. Bez zważania na czyjeś uczucia możemy ją zakończyć. Nie jest trudno komuś nie odpisać, zablokować czy usunąć ze znajomych bez słowa.  Ale czy tak robią cywilizowanie ludzie ? Niestety w naszych czasach tak. Kiedyś istniała dyplomacja, dzisiaj przycisk usuń. Nie oszukujmy się, że jest to jeden z głównych powodów dla których tak lubimy nasze internetowe znajomości. Bo się nie trzeba tłumaczyć, próbować, starać. Ktoś mi nie pasuje, usuwam albo jeszcze gorzej olewam. Uwierzcie mi, że chyba nie ma nic gorszego jak świadomość, że ktoś z kim łączyła nas bądź co bądź relacja nagle urywa kontakt. A w dobie facebook’a wiadomo czy ktoś wiadomość odczytał  wiadomość czy nie.  I nawet się nie dowiemy co poszło nie tak.
A wystarczyło podejść i zagadać

Zresztą nie dotyczy to tylko osób w związkach czy dążących do nich. Popatrzmy na stosunki przyjacielskie. To prawda często dzielą nas kilometry i „piwo przez skype” to jedyna opcja. Ale znam wiele przypadków gdy normalni ludzie, mieszkający od siebie 2 przystanki wolą porozmawiać przez Internet. Dlaczego ? Bo jest łatwiej, bo swojej całej uwagi nie musisz skupiać na drugiej osobie. W między czasie możesz obejrzeć serial, zapłacić rachunki, pograć. A gdzie w tym wszystkim człowieczeństwo. Mówi się, ze prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. Słyszałam również, że poznaje się ich w szczęściu ale moim zdaniem hasłem XXI wieku powinno być, ze prawdziwych przyjaciół poznaje się w dobie Internetu ;)

Pozdrawiam
Monika


niedziela, 24 listopada 2013

Słodko-kwaśny powrót

Po bardzo długiej przerwie postanowił powrócić do blogowania tu ! W między czasie wiele się zmieniło, jednak moja bezkompromisowość wobec świat pozostała ta sama. 


Chcę tę bloga reaktywować, jednak mam zamiar zmienić formę postów się tu znajdujących. Chcę tu pisać o moich życiowych inspiracjach. O filmach, osobach, książkach o tym co mnie inspiruje. O mojej pasji w postaci ogólnie pojętej pielęgnacji i komsetykomanii możecie poczytać na moim drugim blogu klik

Skąd ta decyzja ?
Mam w życiu wiele pasji ale przede wszystkim lubię o nich opowiadać a niestety ten blog nie nadaje się do opowiadania o kosmetykach a tamten bloga nie nadaje się do opowiadania o innych pasjach.

Dlatego, gotowi? Do startu, START !

Pozdrawiam
Limonka lub jak kto woli Monika ;)

<a href="http://www.bloglovin.com/blog/11313711/?claim=t574m5yf82h">Follow my blog with Bloglovin</a>



czwartek, 14 marca 2013

Słodko-kwaśne wywoływanie wiosny

Nigdy nie byłam fanką zimy. Kojarzy mi się ona tylko i wyłącznie z ubieraniem na Ludwiczka i ciągłym narzekaniem :dlaczego jest tak zimno? (zwykle ubierane w nieco mocniejsze słowa ;). Gdy w Lublinie nastała wiosna miałam ochotę już założyć moje trampki i skórę i cieszyć się pogodą. Niestety znów panuje u nas mróz a za oknem mamy scenerię koła podbiegunowego. Skoro wiosna nie chce przyjść to sama ją sobie wywołam ;) 
żródło: http://kronikamw.files.wordpress.com


Porządki. Na weekend zostaje jak zwykle sama więc postanowiłam uporządkować swoją przestrzeń. Generalnie jestem zdania, że osoba pracowita mam porządek a tylko geniusz panuje nad chaosem ;) (pozdrowienia dla geniuszy ! ). Tym razem jednak mam zamiar zrobić wiosenne porządki (pozdrowienia dla pracusi ) bo to zawsze dla mnie okazja, żeby się zastanowić i skupić na czymś co nie wymaga wysilania moich szarych komórek, które ostatnimi czasy nie mają lekko. Poza tym muszę parę spraw przemyśleć więc to dobra okazja ;)

Muzyka. Padło na Bruno Marsa. Uwielbiam jego pozytywno-nostalgiczny styl. Każda piosenka jest inna jak każdy dzień wiosny. Wieć Doo-Wops & Hooligans i Unorthodox Jukebox i jest dobrze. Przy tej muzyce najlepiej się relaksuję. A poza tym Bruno Mars działa na wyobraźnię ( przynajmniej moją) ;)

żródło: Grafika Google


Przegląd szafy. Chodź z chęcią bym wywaliła przez okno grube swetry to niestety -16 które ma być w przyszłym tygodniu mi to uniemożliwia ;P Dlatego w mojej szafie zapanują nowe porządki. Podzielę ją na rzeczy wiosenne i zimowe i mam zamiar je łączyć w najbliższym czasie (może wtedy niebiosa mnie wysłuchają i wycofają ten szturm śniegu za oknem ? )

Wiosenny zapach. Nawet nie wiecie jak moja współlokatorka mnie ostatnio mile zaskoczyła. Za to, że często ją maluję dostałam świeczkę o zapachu konwalii. Jak ją tylko powąchałam to pomyślałam- WIOSNA ! Będę ją pewnie męczyć cały weekend a gdy tylko się skończy to pójdę po nową ^^
Jeśli chodzi o zapach to zmieniłam tez moje perfumy. zamiast słodkich i nieco ciężkich perfum Playboy play it sexy na mym ciele goszczą teraz Lacoste touch of spring. Są one delikatniejsze i moim zdaniem oddają każdy urok zbliżającej się pory roku.

Makijaż. Koniec z nude ustami i oczami w ciemnych barwach. Od teraz cienka kreska na oku i kolor na ustach i koniecznie zalotny rumieniec na policzkach ^^. Paznokcie już nie cieliste czy ciemne. Od teraz czerwień i wszystkie kolory tęczy 

Jakie są Wasze sposoby na przywołanie wiosny ?
Słodko-kwaśne pozdrowienia od wiosennie nastawionej 
Limonki ;)

piątek, 22 lutego 2013

Słodko- kwaśna przeprowadza...

czyli jak odnaleźć się w obcym miejscu.
Kilka miesięcy temu, gdy skończyłam bój z maturami, zdałam sobie sprawę, że te kilka dni zrujnowało mi cały plan na studia a tym samym na życie w sensie zawodowym. Po kilku dniach rozmyślań co tu dalej począć zdecydowałam, że zmieniam preferencje zawodowe. Już nie patrzę na to co modne, opłacalne ale idę za głosem serca i postanowiłam, że pójdę na studia związane z moją długoletnią pasją- kosmetologię. Był tylko mały problem...

...450 km. Taka jest odległość między moim domem a Lublinem gdzie studiuję. Myślałam, że nie robi mi różnicy gdzie będę studiować aż do 30 września kiedy się wprowadziłam do akademika i zdałam sobie sprawę, że oto zostałam sama.


Nie pomagał fakt, że jestem chorobliwie nieśmiałą osobą. Ale postanowiłam że spróbuję znaleźć kogoś z mojego rok. I znalazłam...to nie było przyjemne spotkanie. I od razu się podłamałam i byłam gotowa się pakować i wracać do domu. Ale zbieg okoliczności postawił na mej drodze inne osoby, które sprawiły  że Lublin stał się fajny.


źródło: Grafika Google


Co zatem zrobić aby polubić się z miastem w którym uczymy się/ studiujemy/ pracujemy? Nie ma na to złotego środka, ale jest kilka rzeczy, które w znacznym stopniu pomogły mi złapać rytm miasta.
Po pierwsze nie można się zrażać, gdy na początku wszystko jest inne niż sobie wyobrażaliśmy. Dobrze jest kiedy na początku poznamy jakąś przyjazną nam osobę. Jeśli się nam nie uda, próbujmy nawiązać kontakt w środowisku, w którym się obracamy. Nie możemy się zamykać. Uwierzcie mi, że mam spore problemy z nawiązywaniem nowych znajomości i czułam się bardzo nie komfortowo kiedy musiałam po nie udanej próbie pójść piętro niżej i z miną zbłąkanego psa prosić o pomoc. Ale opłacało się :)

Dobrze jest gdy przyjeżdżamy do obcego miasta dowiedzieć się o nim jak najwięcej. Prześledzić trasy jakie będziemy przemierzać. Zobaczyć na mapie jakie punkty w mieście nas interesują i w miarę możliwości dostosować do tego komunikację miejską, tak aby na sam start mieć jakiekolwiek pojęcie o mieście. Popytajmy znajomych, może któreś z nich zna dane miasto i pomoże nam w takich podstawowych zasadach poruszania się po nim.

Ale najważniejszą radą są ta aby pamiętać by mieć koniec języka za przewodnika. Żaden GPS czy przewodnik nie pozwoli Wam poznać miasta tak jak ludzi w nim żyjący. To oni znają miasto jak własną kieszeń i widzą jakie są jego sekrety. Przy okazji możecie poznać fajnych ludzi i już mieć minimalne poczucie, że możecie należeć do danej społeczności. 

Słodko kwaśne buziaki
Limonka



wtorek, 19 lutego 2013

Słodko-kwaśna recenzja: Idy Marcowe

Tak wiem, jestem spóźnione o jakiś dobry rok, ale nie przeszkadza mi to, ja zwykle oglądam filmy z opóźnieniem, "gdy emocje już opadną".

Dzisiaj na tapetę biorę Ryan'a Gosling'a i spółkę. A raczej powinnam napisać George'a Clooney'a i spółkę. To on jest reżyserem obrazu a zarazem wokół jego postaci a raczej kampanii wyborczej jego postaci toczy się cała akcja. 

źródło: www.filmweb.pl


Ale od początku! Mamy rok wyborów w Stanach Zjednoczonych Ameryki. Dwóch kandydatów partii demokratycznej stara się  o głosy delegatów w stanie Ohio (dla nie wtajemniczonych w USA wybory prezydenckie są pośrednie, glosy oddają elektorzy). Podczas kampanii wyborczej młody i ambitny Stephen Meyers (Gosling) specjalista od PR bierze czynny udział w działaniach sztabu wyborczego Gubernatora Mike Morrisa (Clooney). Jego szef Paul (Hoffman) chcą pozyskać głosy senatora Thompsona (Wright) pozostawia kampanię na głowie Stephena. Ten nieoczekiwanie dostaje telefon od przeciwnej strony. Choć nie powinien udaje się na spotkanie ze swoim politycznym wrogiem. Krótko rozmowa zmienia całe dotychczasowe życie młodego PR'owca...

Film ten to trochę zawiła opowieść o brudnym świecie kompromisów, w którym żadne potknięcie nie jest wybaczane. Możemy w tym filmie zobaczyć również romans, który będzie miał znaczny wpływ na rozwój dalszych wydarzeń. 

Film to przede wszystkim świetnie zrealizowany scenariusz George'a Clooney'a, Grant'a Heslov'a i Beau'a Willimon'a, który moim zdaniem jest dopracowany w każdym calu. Obraz został nominowany między innymi do Złotych Globów. Jednak w całym filmie najbardziej podobała mi się zmiana głównego bohatera, tak płynna i ciekawie zrealizowana, dostrzegalna tak naprawdę dopiero po obejrzeniu filmu. Wtedy dopiero zaczynamy dostrzegać jak te wszystkie zbliżenia oddają uczucia kotłujące się w głowie młodego Stephen'a.

Ja chcę szczególną uwagę zwrócić na aktorów grających w tym filmie. Oczywiście jest Ryan Gosling i Evan Rachel Wood. Dwójka naprawdę wspaniałych aktorów, których czasem nazywa się mianem najlepszych aktorów młodego pokolenia czy też przyszłością Hollywood. jest również George Clooney  który jest klasą samą w sobie. Ale ja i tak miłością bezwzględną kocham kunszt aktorski Philip'a Seymour'a Hoffman'a. Niewielu aktorów potrafi tak jak on wejść w rolę i oddać z niej wszystko to co najlepsze a tym samym intrygować publiczność swoją naturalnością

Dlatego jeżeli macie wolny wieczór i chcecie zobaczyć dobry film, przy którym może nie koniecznie się zrelaksujecie to zobaczcie Idy Marcowe bo naprawdę warto!

Pozdrawiam
Limonka

piątek, 15 lutego 2013

Słodko- kwaśny osąd czyli walentynkowy szał

14 lutego na Bałkanach to święto wina, w Polsce to Dzień Chorego na Padaczkę a na całym świecie w tym dniu ludzie mówią sobie: kocham Cię, I love you, Ich liebe dich, Je t'aime, eu te amo, ti amo, mi amas vin. Tak 14 lutego to święto zakochanych czyli Walentynki. I choć jest już dzień po to chciałam się podzielić swoją refleksją.

Generalnie rzecz biorąc w walentynki świat dzieli się na dwa obozy: tych którzy walentynki uwielbiają i tych, którzy podchodzą do tego święta z rezerwą żeby nie powiedzieć z pogardą. Do tej pory czyli w czasie kiedy mogłam się jeszcze nazwać nastolatką, walentynki były dla mnie świętem na pokaz. W mojej ocenie nie pomagał fakt, że w tym dniu zawsze byłam sama, ale ten cały blichtr tego dnia sprawiał, że wydawało mi się, że dzień ten jest dniem "pokazywania wszystkim jaka z nas udana para i jak to my się kochamy". Oczywiście, święto to jest komercją, kolejną próbą wciśnięcia nam kolejnych skarpetek z serduszkami, których nie potrzebujemy czy długopisu z napisem "po wsze dni będziemy razem dziubasku", który zgubimy szybciej niż zdążą się wypalić świece zapalone do romantycznej kolacji. Ale wczorajszy dzień sprawił, że diametralnie zmieniłam zdania na temat tego święta.

Gdy wczoraj jedna z moich koleżanek na zajęciach zaproponowała abyśmy poszły do klubu pomyślałam sobie: "taa pójdziemy do jakiegoś różowiutkiego klubu, gdzie będą sami napaleni goście i laski, których spódnica kończy się dokładnie w tym samym miejscu, gdzie moja bluzka". Ale gdy inna koleżanka zaproponowała, abyśmy poszły do jakiegoś baru na piwo od razu pomyślałam, czemu nie. W końcu na romantyczne kolacje nikt nie wybiera się do studenckiego baru. I tym samym gdy wybiła 21 siedziałyśmy już przy piwku i dumałyśmy nad egzystencją ..... żart! Bawiłyśmy się świetnie, śmiejąc się, żartując i dyskutując na wspólne tematy. Gdy z bólem brzucha ze śmiechu wróciłam do pokoju, zdałam sobie sprawę, że tak walentynki to ja mogę obchodzić co roku! 

Bo tak na prawdę w moim odczuciu w tym święcie nie chodzi o to by dostać tryliard róż i tonę czekoladek  tylko o to by spędzić ten czas z bliskimi nam osobami. Ubolewam strasznie, że wywiało mnie tak daleko w Polskę i że nie mogłam spędzić tego dnia z moimi serdecznymi przyjaciółkami z liceum czy z dzieciństwa bo z nimi i z moją obecną "paczką" zabawa byłaby jeszcze lepsza! Kładąc się spać w nocy chwilę dumałam i wydumałam jedno: święto to powinno nazywać się "Świętem bliskich mi osób" bo "Święto zakochanych" trochę ogranicza jego funkcję. Ja od tej pory oświadczam uroczyście, że obojętnie, czy z przyjaciółmi, czy z winem, czy z drugą połówką pragnę spędzić ten czas w radosnej atmosferze i już nigdy nie powiem złego słowa temat tego świata. Bo skoro i tak to święto istnieje to nie warto z nim walczyć tylko spędzić go w sposób, który nam najbardziej odpowiada. 
źródło: grafika Google


Ze  słodkimi buziakami na ustach mówię Wam
słodko- kwaśne PA
Limonka :)

środa, 13 lutego 2013

Słodko-kwaśne powitanie

Witam :)

Po raz kolejny muszę napisać powitanie i jest to dla mnie zawsze najgorszy post na blogu. To post wielkich niewiadomych, bo jaką mam pewność, że ktoś to przeczyta ? Mam nadzieję, że jednak znajdzie się jakaś zbłąkana dusza, która te moje wypociny zechce przeczytać ;)

Ale do rzeczy :) Blog ten został zainspirowany, wróć, pewna dusza powiedziała "załóż" no to założyłam i od razu przepadałam. Bo gdzie jest lepsze miejsce na te moje fanaberie. Film, muzyka, kosmetyka czy codzienne inspiracje znalazły swoje miejsce w tym kącie internetu. Od lat nie wyobrażam sobie życia bez filmów, które pozwalają mi na 1,5 godziny marzeń, rozmyślań czy po prostu czystego relaksu. Podobnie się ma z serialami. Bez muzyki nie obrażam sobie życia. Ciągle mam w uszach słuchawki (pewnie w wieku 35 lat będą głucha ale co tam ). Choć kiedyś byłam zagorzałam słuchaczką rocka teraz moja playlista jest tak różna jak składy kosmetyków, których używam ;)

Na tym blogu chciałabym pisać o tym wszystkim co mnie otacza, zadziwia, irytuje, wzrusza, porusza czy też skłania do myślenia.

źródło: Google grafika

Pełna niepewności
Limonka